Usłyszał ciche pianie koguta w oddali za oknem. Powoli otworzył oczy i popatrzył na sufit, po czym wstał z łóżka przeciągnął się i jeszcze trochę zaspany podszedł do okna. Był piękny słoneczny dzień. Karczma leżała na osobnej wyspie. Całe Vesper położone było na małym archipelagu w północnej części Brytanii. Z okna na piętrze widział kilka wysepek i stojące na nich domy. Ludzie już biegali po mieście, a przecież było tak wcześnie…
Axon ubrał się powoli po czym wyszedł z pokoju, w którym zamieszkał i zamknął go na klucz. Zszedł na parter aby zjeść jakieś śniadanie. Karczmarz, całkiem tęgi jegomość z łysiną na czubku głowy, siedział za ladą czekając na jakiegoś klienta. Ucieszył się na widok Axona. Był on pierwszym klientem tego dnia. W karczmie nie było nikogo innego.
- Poproszę jajka na bekonie i kufelek piwa – rzekł Axon już od schodów
- Się robi – powiedział z uśmiechem karczmarz
Podczas smażenia nikt nic nie mówił. Axon był po prostu niewyspany, a karczmarz jakiś nie skory do rozmów. Nagle obrócił się i podał mu na talerzu jego danie.
- To będzie 45 monet
Axon wiedział, że życie w mieście nie jest tanie i po prostu dał karczmarzowi pieniądze. Ten schował je i wrócił do swoich zajęć. Po kilku minutach jednak nie wytrzymał – widać musiał się do kogoś odezwać i padło na biegnego niewyspanego podróżnika.
- Ta cholerna choroba wymiotła mi wszystkich klientów! – powiedział z oburzeniem
- Jaka choroba? – zdziwił się Axon
- “Kryształowa”, nie mów, że o niej nie słyszałeś!
- Dopiero przybyłem do miasta i to z dość daleka, gdzie niby miałem słyszeć?
- No cóż… – westchnął karczmarz – Od niedawna w miastach północnej części Brytanii zaczęły pojawiać się dziwne zielone kryształy. Na początku ludzie byli jedynie zdziwieni tym faktem jednak po pewnym czasie zdumienie przerodziło się w przerażenie. Obecność kryształów bardzo źle wpływa na ludzi… Jeśli ktoś zbyt długo przebywa w ich pobliżu sam zamienia się w kryształ. – twarz Axona nie zdradzała emocji – Sam zastanawiam się czy nie porzucić interesu i nie wyprowadzić się jak większość miasta. Vesper jest chyba najbardziej opustoszałym miastem. Wiadomo mi też, że kryształy pojawiły się w Minoc i w Twierdzy Krasnoludów, a to nie wróży nic dobrego górnikom…
- Skąd wzięła się ta zaraza? – zapytał Axon przełykając spokojnie kolejny kęs śniadania
- Znikąd! Kryształy po prostu się pojawiły! Chyba są wrośnięte w ziemię bo nikt nie jest w stanie ich ruszyć… Dlatego też bardzo wielu ludzi opuszcza swoje miasta i wędruje na zachód. Tam jest jeszcze bezpiecznie.
- Mhm. Idę do pracy – zawsze był mistrzem kulturalnego kończenia rozmów
Wstał i poszedł do swojego pokoju po własne rzeczy. Właściwie to po wędkę i mały zapas owoców, które miał aby nie paść z głodu podczas łowienia. Był rybakiem. Początkującym rybakiem. Potrafił wyłowić kilkanaście ryb dziennie, a następnie wyciąć z nich steki i usmażyć na ogniu. Sprzedawał je po 2 monety za sztukę. Zarobek nie był wielki jednak zawsze mógł zostawić trochę sobie, aby nie płacic tych skandalicznych pieniędzy za drobny posiłek. Zszedł na dół zostawił klucz karczmarzowi i wyszedł na słabe poranne słońce.
Był piękny dzień, na niebie kilka białych obłoczków sunęło powoli nie spiesząc się w jedną stronę. Wciągnął nosem powietrze. Poczuł zapach morza. Poprzedniego dnia udało mu się wypytać kilku ludzi o położenie niektórych sklepów karczmy i oczywiście portu. Ruszył więc w stronę tego ostatniego z nadzieją że trafi. Trafił.
W porcie stała jeden niewielki stateczek. Ludzi nie było tu wielu spostrzegł budynek, w którym mieścił się szkutnik oraz dom miejscowego rybaka, który jak się później okazało bardziej zajmował się biznesem niż łowieniem ryb…
Axon wszedł na przystań która wystawała kawałek w morze. Doszedł do końca, położył swoje rzeczy i usiadł obok nich na skraju pomostu. Rzucił trochę rozkruszonego chleba na wodę, założył przynętę na haczyk i zarzucił wędkę.
To był pierwszy dzień jego ciężkiej pracy.