Niebezpieczne spotkanie

Było południe. Axon siedział od rana nad wodą. Wciąż rzucał wędkę i wyławiał najrozmaitsze rzeczy, jednak nie było tam zbyt wiele ryb… Za to miał bardzo wiele różnego rodzaju butów. Wyławiał także czasem jakieś stare kości nieostrożnych żeglarzy, którzy bagatelizowali potęgę morza – lub po prostu ludzi, którzy się uchlali, wpadli do wody i utopili się nawet tego nie zauważając…

Lubił tu siedzieć. Nie przychodziło tutaj wiele osób. Czasem tylko przypływał statek z podróżnymi. Tego nie lubił. Wszyscy wysiadający patrzyli na niego z zaciekawieniem. Uważał to za strasznie denerwujące. Naciągał wtedy głębiej na głowę swój ulubiony (bo jedyny) słomiany kapelusz tak aby cień zakrywał mu oczy i łowił dalej.

Dziś nic się tu nie wydarzyło, ale nie przeszkadzało mu to. Właściwie to nawet lubił takie dni. Nie przepadał za ludźmi. Rzadko bywali mili. Może to on nie bywał? Nie obchodziło go to specjalnie. Potrzebował ludzi jedynie po to by kupowali jego ryby i zostawiali mu za to pieniądze. Niestety nie był najlepszym rybakiem i niewielu ludzi chciało z nim robić interesy. Zawsze mógł jednak sprzedać ryby wspomnianemu kiedyś rybakowi – biznesmenowi, który zdaje się handlował rybami na szerszą skalę bo zawsze brał całość (oczywiście za skandalicznie niską cenę).

Nagle Axon poczuł niepokój. Zdawało mu się, że wśród rybek pod wodą zakotłowało się. Wzmorzył czujność. W pewnym momencie z wody szybko wyłonił się ogromny aligator.

- Hmm… to chyba nie ryba… – zauważył błyskotliwie Axon

Aligator natomiast zauważył Axona. Rybak zerwał się na równe nogi i rzucił się do ucieczki próbując zabrać złowione ryby ze sobą. Były ciężkie. Aligator wylazł na ląd i podążał za nim. Był całkiem szybki. Axon postanowił w biegu wyrzucić część ryb. Może gad się nimi zadowoli – pomyślał.

Nie zadowolił się.

Jakiś człowiek krzyknął do Axona by przybiegł i schował się do jego domu. Rybak wbiegł przez drzwi, a człowiek zamknął drzwi zaraz za nim. Aligator podszedł do drzwi i łaził tam niespokojnie – czuł obiadek zaraz za drzwiami jednak nie mógł się do niego dostać. Podeszli do okna aby spojrzeć na gada. Był wielki. Mierzył z siedem łokci. Miał wielkie białe zębiska, które chętnie pogruchotałyby jakieś kości.

Zobaczyli jak od mostu nadchodzi ubrany w lekką skórzaną zbroję niewysoki krasnolud z długą rudą brodą. Za pasem schowany miał ogromny topór. W swoim zayśleniu nie zauważył Aligatora. Ten natomiast był bardziej spostrzegawczy i zrezygnował z czekania pod drzwiami na rzecz nadchodzącego obiadu. Krasnolud zauważył zbliżającego się gada, gdy ten już prawie go atakował. Widać, że był zaskoczony. W chwilę później Axon przekonał się, że rudobrody okazał się być mniej zaskoczony niż na to wyglądał. Szybko odskoczył z linii ataku w międzyczasie dobywając schowanego za pasem topora. Przybrał pozę odpowiednią do walki pewnie chwytając rękojeści swej broni. Przyglądał się bacznie gadowi.

Aligator obrócił się w jego stronę i znów rzucił się naprzód na rudobrodego. Ten przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i znów usunął się z linii ataku jednocześnie tnąc toporem przez gadzi łeb. Ciężkie żelazo zanurzyło się głęboko w ciele aligatora. Wielkie cielsko poruszało się bardzo niespokojnie jeszcze przez chwilę po czym więcej się już nie ruszyło. Krasnolud wyjął ostrze ze zwierzęcia i rozejrzał się w koło. Pewnie sądził, że nikt na niego nie patrzy bo podszedł do wywieszonego nieopodal prania, wziął jakąś szmatę i wytarł w nią ostrze. Szybko się później oddalił. Walka z aligatorem to nic w porównaniu z walką z rozwścieczoną panią domu…

Axon postanowił już więcej dziś nie łowić. Za wiele wrażeń miał jak na jeden dzień.

Napisz komentarz